Jasper Roberts Consulting - Widget

menu_poz

czwartek, 4 stycznia 2018

120. RECENZJA - ULUBIONE POMADKI/SZMINKI MAYBELLINE COLOR SENSATIONAL


Chyba jak większość kobiet uwielbiam szminki i błyszczyki, ale ta miłość nie zaczęła się gdy miałam naście lat, wtedy makijaż w ogóle mnie nie interesował, były to czasy kiedy nieliczne osoby malowały się do szkoły bo nauczycielom się to nie podobało, a że czuliśmy do nich respekt więc woleliśmy się nie narażać. Teraz czasy są zupełnie inne i po pierwsze kosmetyki dziewczynki zaczynają już sięgać w podstawówce! Nie będę się nad tym tematem rozwodzić bo to sumienie każdego rodzica decyduje czy na takie zachowania pozwala, ja na szczęście mam syna więc szminki mu nie w głowie. Kolekcja moja mimo iż nie jest za duża to sukcesywnie się powiększa i kiedyś na pewno osiągnie upragniony stan, w tym momencie nawet troszkę przystopowałam z szminkowym szaleństwem bo rzadziej ich używam.


Mocne kolory nigdy nie były moimi ulubionymi, zawsze wydawało mi się, że za bardzo podkreślają usta i jestem zbyt widoczna na ulicy. O losie jakże się myliłam! Teraz je uwielbiam i twierdzę, że świetnie sprawdzają się nawet przy delikatnym makeupie bo są jego dopełnieniem. Dzisiaj pokaże Wam moje cztery ulubione odcienie, wszystkie pochodzą od znanej marki Maybelline i różnią się diametralnie swoimi kolorami.


Nr. 160 Cosmo Pink - był pierwszym moim zakupem bo oczywiście jest to najbardziej stonowany i neutralny kolor, który niemalże wtapia się w moje usta. Idealnie podkreśla ich barwę nadając piękne kremowo - satynowe wykończenie, schodzi równomiernie i nie podkreśla suchych skórek. Świetnie sunie po ustach więc nie ma problemu z jego nałożeniem.
Po przetestowaniu tego koloru stwierdziłam, że przydałby mi się jakiś inny odcień w swojej nowej kolekcji i tym razem postawiłam na bardzo mocy róż nr. 175 Pink Punch. Jest to zdecydowanie najbardziej intensywny kolor jaki mam i na pewno nigdy z niego nie zrezygnuję bo w wielu sytuacjach jest dopełnieniem zarówno makijażu jak i całej stylizacji.
Będąc w drogerii i kupując poprzednią szminkę w oko wpadł mi kolor zupełnie przeciwny, który zawsze uważałam, że pasuje tylko i wyłącznie blondynkom. Nr. 900 Pink Pop bo o nim mowa to kolor bladoróżowy również z satynowym wykończeniem. Na moich ustach może nie spisuje się idealnie bo czasem mam wrażenie, że podkreśla suche skórki, ale mimo wszystko bardzo go lubię, tym bardziej, że przy kasie okazało się, że jest na wyprzedaży i zapłaciłam za niego całe 0,01 zł. 


 
Ostatnią propozycją jest coś zupełnie nowego w moich zasobach. Zawsze podobały mi się kobiety noszące matowe pomadki, jednak moje usta nigdy nie są wystarczająco nawilżone i myślałam, że taka szminka się u mnie nie sprawdzi. Ze względu na kolor, który bardzo mi się spodobał nr. 982 Peach Buff postanowiłam zaryzykować i wcale nie żałuję. Piękny odcień brzoskwiniowo - nudziakowy utrzymany jest w satynowym, a nie do końca matowym wykończeniu i dzięki temu formuła kosmetyku absolutnie nie przesusza ust, a sprawia, że kolor trwa na nich przez długie godziny. Nie jest to pomadka o przedłużonej trwałości czy też zastygającej formule, jednak mimo to trudno mieć zastrzeżenia. Pigmentacja pomadki jest na najwyższym poziomie.


Kolor każdej z tych pomadek wygląda na ustach praktycznie identycznie jak w opakowaniu, co dla mnie jest ważną cechą, bo nie lubię czuć się rozczarowana i oszukana kiedy przychodzę do domu i testuję coś na swoich ustach stwierdzając, że to jednak nie to czego szukałam i oczekiwałam. Nigdy nie maluję ust testerami dlatego to dla mnie takie ważne. Jestem w tych pomadkach zakochana i na na pewno z czasem będę kupować nowe odcienie.

Wszystkie szminki zakupiłam w Rossmannie po promocyjnych cenach ok. 16zł. Regularna cena wynosi bodajże 29,99zł. jednak w internetowych drogeriach możecie kupić je już za ok. 20 zł.


I to już wszystko an dzisiaj, jestem ciekawa Waszych opinii na temat tych pomadek! Macie jakieś swoje ulubione odcienie? Chętnie przyjrzę się im bliżej?!
Czytaj dalej »

środa, 20 grudnia 2017

119. RECENZJA - SWISS IMAGE ELDER FLOWER, SZAMPON I ODŻYWKA KURACJA REGENERACYJNA I WZMACNIAJĄCA DO ZNISZCZONYCH WŁOSÓW

Od  dawna szukam naprawdę dobrego szamponu, który nie obciąży mi włosów od razu w dzień kiedy je umyłam i  wiecie co...graniczy to z cudem. Nie wiem czy jest to wina burzy hormonów jaka tworzy się w organizmie podczas ciąży czy coś innego na to wpływa. Pomijam fakt noszenia czapki bo problem zaczął się  zanim  przyszła  jesienna  słota  i  nakrycie  głowy  stało  się dla mnie koniecznością. Skróciłam nawet włosy  bo  myślałam,  że  problem tkwi w ich długości, mimo że jestem posiadaczką ich niewielkiej ilości, ale  to też nie  pomogło, tak  więc zaczęłam intensywnie szukać i testować co się da, żeby trafić w końcu na  coś sensownego. Na  październikowym spotkaniu w Rybniku po uprzednim wybraniu sobie zestawu, otrzymałam   szampon  oraz odżywkę  szwajcarskiej  marki   Swiss Image.  Firma  dotąd   osobiście  mi nieznana, chociaż gdzieniegdzie na blogach przewijały mi się recenzje ich produktów, tym bardziej byłam ciekawa efektów na mojej głowie. 



OD PRODUCENTA:
SZAMPON ELDER FLOWER    to kuracja regeneracyjna i wzmacniająca dla zniszczonych włosów. Kwiat bzu czarnego jest najstarszym z ziół uprawianym przez człowieka. Elder Flower ma kojące i ochronne właściwości dla skóry i włosów. Wyprodukowany na bazie alpejskiej wody glacjalnej, która posiada wyjątkowe właściwości i czystość. Ten wysokiej jakości szampon ze składnikiem aktywnym Polycare Boots ułatwia rozczesywanie i zapewnia nawilżenie, dodając włosom zniewalającego blasku.

SKŁAD: Aqua/[Water], Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Glycerin, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sambucus Nigra Flower Extract, Panthenol, Actinidia Chinensis Fruit Juice/[Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Juice], Citrus Aurantium Dulcis Juice/[Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Juice], Pyrus Malus Juice/[Pyrus Malus (Apple) Juice], Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract/[Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract], Polyquaternium-74, Polyquaternium-10, Hydroxypropyltrimonium Honey, Dimethicone, Butylene Glycol, Dicaprylyl Ether, Distearyl Ether, Sodium Sulfate, Laureth-2, PEG-4 Distearyl Ether, Sodium Polyacrylate, Laureth-7, Trideceth-9, Disodium Acetate, Isopropyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Sorbic Acid, Malic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum/[Fragrance], Butyphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Citronellol.

POJEMNOŚĆ: 200 ml

CENA:  ok. 30zł ( wg. Rossmann )

DOSTĘPNOŚĆ:  np. Rossmann






Oba produkty zamknięte są w identycznych opakowaniach i rozróżnić je możemy wyłącznie po nazwie bądź etykiecie z tyłu. Są to zwykłe białe tuby z zamykaniem na "klik", które działa bez zarzutu, tak naprawdę nie wyróżniają się niczym szczególnym.
Zacznę może od szamponu bo to on w tym duecie jest  używany jako pierwszy. Zawsze powtarzam, że nie oczekuję od szamponu zbyt wiele, ma dobrze oczyszczać włosy oraz skórę przy tym jej nie podrażniać i nie obciążać mi fryzury, która i tak sama w sobie ostatnio jest kapryśna. Ten produkt spełnia w 90% moje oczekiwania. Podczas jego użytkowania nie zauważyłam jakiegoś wzmocnienia czy mocnych zmian, jednak czasem miałam wrażenie, że włosy są po nim zbyt obciążone. Jego konsystencja jest perłowo-kremowa więc może to akurat na moich włosach się nie do końca sprawdza. Zapach jest bardzo delikatny chwilami przypominający kostkę mydła więc nie utrzymuje się na włosach praktycznie w ogóle.
Odżywka podobnie jak szampon ma dość gęstą konsystencję i trzeba uważać żeby nie przesadzić z ilością, ale przez to jest naprawdę niesamowicie wydajna. Bardzo fajnie i bezproblemowo rozprowadza się na włosach, zapach niemalże identyczny jak w przypadku szamponu. Włosy już po pierwszym zastosowaniu są bardzo miękkie, nawilżone i gładkie. Odżywkę nakładałam od połowy włosów, jednak 2 razy spróbowałam nałożyć ją na całą długość i to był niestety błąd gdyż były one od razu mocno obciążone i następnego dnia nadawały się już tylko do powtórnego mycia.

PODSUMOWUJĄC: Zarówno szampon jak i odżywka mają swoje wielkie plusy jak i minusy. Oba produkty niestety obciążyły mi włosy co w tym momencie je dyskwalifikuje i jestem zmuszona oddać je komuś na próbę, a gdyby nie ten fakt to odżywka byłaby jedną z moich ulubionych bo naprawdę efekty są widoczne już po pierwszym zastosowaniu. Gładkie, lśniące i ujarzmione włosy to coś co lubię. Poza tym duet w żadnym stopniu nie spowodował u mnie podrażnień, wysuszeń czy innych niechcianych dolegliwości, także mogę go nieśmiało polecić osobom, które mają zdecydowanie gęstsze włosy ode mnie, ale borykają się z ich ujarzmieniem.

Czytaj dalej »

piątek, 8 grudnia 2017

118. RECENZJA - WYGRANA W KONKURSIE Z JOKO

 
Od jakiegoś czasu mam nawet dobrą passę, stosunkowo często dostaję się do jakichś testów nowych kosmetyków czy też innych rzeczy, ale w konkursach jakoś szczęścia nie mam, dlatego niezmiernie się ucieszyłam kiedy Beata, która była organizatorką Jesiennego Spotkania Blogerek w Rybniku ( klik ), przekazała mi informację, że wygrałam konkurs, który organizowała wraz z marką Joko. Wszystkie uczestniczki tego spotkania miały wykonać makijaż na face chartach kosmetykami, które udostępniła nam Beata i powiem Wam, że było to dla mnie nie lada wyzwanie bo mistrzem make'upu nie jestem, a tworzenie go na kartce było tym bardziej zupełną nowością, z którą jak widać jakoś sobie poradziłam. Radość jest tym większa, że wygranej się nie spodziewałam, bo mój makijaż wydawał się być zbyt zwyczajny i banalny, nawet mam wrażenie, że lekko odzwierciedliłam to jak się maluję, użyłam ulubionych kolorów i nic więcej nie kombinowałam.



PALOMA BODY SPA PEELING DO CIAŁA ENERGETYZUJĄCO - ODŻYWCZY: 
Peelingów do ciała nigdy za wiele, chociaż nie używam ich codziennie to lubię takie gruboziarniste, które mocno zdzierają naskórek i pobudzają ciało do życia. Moja skóra w ciąży zmienia swój stan co jakiś czas, raz jest sucha raz normalna i taka ciągła burza hormonów, dlatego jestem bardzo ciekawa tego peelingu, bo producent obiecuje intensywne nawilżenie, regenerację i odżywienie suchej skóry, a to wszystko za sprawą połączenia oleju awokado z olejem arganowym. Za czystym zapachem arganu nie przepadam, ale ten produkt póki co w pojemniczku pachnie obłędnie więc mam nadzieję, że na skórze zapach będzie się utrzymywał. Już nie mogę doczekać się pierwszej kąpieli!


PALOMA CUKROWY PEELING DO RĄK Z OLEJKIEM MAKADAMIA I MIGDAŁOWYM:
Wstyd się przyznać, ale to chyba mój drugi w życiu peeling do rąk. Sama nie wiem dlaczego ich nie używam i nawet nie zwracam na nie uwagi w sklepach, dlatego tym bardziej się cieszę, że znalazł się w tej paczuszce. Z racji, że w obecnej chwili mam bardzo wysuszoną skórę na kostkach peelingu użyłam tylko raz gdyż nie chcę  ich jeszcze bardziej podrażnić, musi on poczekać na całkowite wyleczenie. To kolejny produkt, który przepięknie pachnie i naprawdę świetnie wygładza skórę, konsystencja jest dość mocno zbita i nie każdemu może odpowiadać, ale właśnie przez to kryształki cukru naprawdę dają radę. 


PALOMA BODY SPA OLEJEK DO CIAŁA I TWARZY ENERGETYZUJĄCO - ODŻYWCZY:
Olejków do ciała kiedyś w ogóle nie używałam, jednak jakiś rok temu wszystko się zmieniło i bardzo je polubiłam, oczywiście znaleźć taki naprawdę godny uwagi nie jest prostą sprawą. Tłusty film jaki pozostaje na skórze w okresie zimowym totalnie je w moich oczach dyskwalifikuje, bo zwyczajnie po kąpieli muszę szybko ubierać piżamę.  Paloma znów kusi nas pięknym zapachem połączenia oleju awokado i oleju arganowego, które gwarantują nawilżenie, regenerację i odżywienie suchej skóry. Olejek jest doskonałym uzupełnieniem peelingu do ciała tej samej serii. Z racji aktualnej aury za oknem ciągle się waham czy go otworzyć czy też zostawić na wiosnę, coś czuję jednak, że nie wytrzymam i chociaż z 2 razy będę chciała go przetestować. 


VIRTUAL MAXI SHINE NUMER 053, BŁYSZCZYK DO UST:
Tradycyjna szminka czy też błyszczyk do ust jest dla mnie wykończeniem każdego makijażu. Błyszczyków używam znacznie częściej gdyż na co dzień nie zawsze się maluję, a jeśli już to nie jest to taki make up jak w dniu kiedy szykuje mi się większe wyjście. Virtual nr 053 w opakowaniu lekko mnie przeraził, myślałam, że będzie to mocno pomarańczowy kolor, który totalnie nie jest w moim typie, jednak bardzo się pomyliłam. Mazidło na ustach prezentuje się bardzo subtelnie, mam nawet wrażenie, że jest minimalnie widoczny tzn. podkreśla nasz naturalny kolor ust, nadaje im blasku i lekko nawilża nie klejąc ich przy tym. Nie utrzymuje się zaskakująco długo, ale też na to nie liczyłam. Ogólnie fajny produkt godny uwagi.






Dziękuję marce Joko oraz Beacie za zorganizowanie tego konkursu oraz miłe upominki. Zapomniałam zrobić jeszcze zdjęcia książki i ramki, którą podarowałam mi Beata też w ramach wygranej!



Czytaj dalej »

czwartek, 30 listopada 2017

117. RECENZJA - LOVELY MILKY CHOCOLATE BRONZER

 

 Ostatnio miałam ogromnego pecha, roztrzaskałam w drobny pył moje bronzery! Nie dość, że miałam tylko dwie sztuki więc wybór marny to jeszcze zostałam bez żadnego. Co prawda nie maluję się nimi na co dzień, a jedynie od większego święta dla matki, czyli wyjście do galerii czy choćby niedziela, ale są dopełnieniem mojego makijażu i bez nich czułam się po prostu jakby mi czegoś brakowało. Zaczęłam w necie szukać opinii co warto kupić, bo chciałam przetestować coś zupełnie nowego i natrafiłam na masę pozytywnych słów na temat tzw. czekoladki od Lovely. Dobrze akurat się składało, bo w Rossmannie była październikowa promocja więc wiedziałam od razu, że na pewno ją kupię, problem miałam jedynie z doborem koloru bo mimo, że są tylko 2 odcienie totalnie nie mogłam się zdecydować, a dwóch brać nie chciałam bo nie wiedziałam jak się u mnie sprawdzi. 

  

OPIS PRODUCENTA:  Czekoladowy, matowy puder brązujacy do twarzy i ciała z ekstraktem z nasion kakao. Zapewnia efekt naturalnej opalenizny. Pielęgnuje skórę twarzy i maskuje niedoskonałości. Bardzo drobno zmikronizowane pigmenty gwarantują komfortową i rówomierną aplikację. Formuła zawiera NANOCACAO o działaniu głęboko relaksujacym, które w połączeniu z przyjemnym czekoladowym zapachem sprawia, że stosowanie tego pudru jest czystą przyjemnością.

SKŁAD:  Talc, Mica, Polyethylene, Magnesium Stearate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Parfum, Hexylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Tocopherol, Anise Alcohol, Benzyl Benzoate, [+/-]: CI 77492, CI 77499, CI 77163, CI 77491, CI 77891

SPOSÓB UŻYCIA:  Aplikuj puder za pomocą pędzla na twarz, szyję i dekolt.

POJEMNOŚĆ: 10 g.

CENA: ok. 24 zł

DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne np. Rossmann, drogerie internetowe


Milky Chocolate Bronzer już na pierwszy rzut oka przyciąga niesamowicie naszą uwagę swoim niebanalnym opakowaniem. Niby zwykłe kartonowe pudełeczko, które mogło by się wydawać, że rozpadnie się po kilku użyciach, a ono zaskakuje nas niesamowitą trwałością. Sam wygląd bronzera przypomina nam mleczną tabliczkę czekolady i tak też pachnie co jeszcze bardziej zachęca nas do zakupu, a niektórych chyba nawet konsumpcji. Pędzel bez problemu sunie po aksamitnej i jedwabistej konsystencji nabierając odpowiednią ilość produktu, jednak przy nakładaniu na twarz należy uważać żeby nie zrobić sobie plam. Winę ponosi tutaj bardzo dobre napigmentowanie i nie jest to absolutnie wada tego produktu, jednak mniej doświadczona osoba może się zbyt mocno pomalować, co w efekcie będzie wyglądało po prostu nieestetycznie. Bronzer ma naturalny ciepły odcień i świetnie nadaje się do ocieplania twarzy, jego trwałość jest bardzo zadowalająca bo utrzymuje się na skórze przez cały dzień,  nie zauważyłam żeby kolor po jakimś czasie się ulatniał więc nie mam się do czego przyczepić.



PODSUMOWUJĄC: brozner Lovely to naprawdę świetny kosmetyk za przyzwoitą cenę. Pięknie podkreśla kości policzkowe ocieplając naszą cerę, tworząc efekt delikatnej opalenizny.  Nie osypuje się, nie kruszy i bezproblemowo współpracuje z pędzlem. Wydajność zapewne będzie zadowalająca, jednak z racji, że nie używam go codziennie nie mogę tego jednoznacznie stwierdzić.


Macie jakieś swoje ulubione bronzery? Chętnie poszukam jeszcze czegoś w innej tonacji.







Czytaj dalej »

piątek, 24 listopada 2017

116. RECENZJA - AA CARING LIP OIL

  

W każdą porę roku staram się nawilżać swoje usta, tym bardziej, że są ciągle przesuszone i nie wiem czym to jest spowodowane. Jesienią czy zimą nagminnie schodzi mi skóra z dolnej wargi, suche powietrze w mieszkaniu na pewno temu procederowi sprzyja, ale przecież nie będę z tego powodu spała przy otwartym oknie. Problem ten ciągnie się już wiele lat, raz jest lepiej raz jest gorzej, szukam jakichś cudów żeby raz na jakiś czas móc pomalować usta matową pomadką i ciągle jestem rozczarowana. 
 

OPIS PRODUCENTA:AA Caring LIP OIL to upiększający olejek do ust, który nadaje im miękkość, gładkość i połysk. Drogocenne olejki: achiote, z awokado i ze słodkich migdałów intensywnie odżywiają i nawilżają usta. Ekstrakt z moreli regeneruje i wygładza, nadając im piękny wygląd. Kompleks hydroaktywny doskonale nawilża i chroni przed przesuszeniem oraz sprawia, ze usta są aksamitne i miękkie."

SKŁAD: Paraffinum Liquidum, Hydrogenated Styrene/ Isoprene Copolymer, C10-30 Cholesterol/Lanosterol Esters, Ethylhexyl Stearate, Hydroxystearic/Linolenic/Oleic Polyglycerides, Oleic/Linoleic/Linolenic Polyglycerides, Octyldodecanol, Caprylic/Capric Triglyceride, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Tocopheryl Acetate, Persea Gratissima Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycine Soja Oil, Bisabolol, Bixa Orellana Seed Oil, Prunus Armeniaca Fruit Extract, Tocopherol, PEG-8, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Glycerin, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Aroma.

SPOSÓB UŻYCIA:  Rozprowadź olejek równomiernie na ustach lub nałóż na ulubiona pomadkę. Najlepsze efekty uzyskasz stosując olejek kilka razy w ciągu dnia.

POJEMNOŚĆ: 6 ml

CENA:    17,99 zł (wg. Rossmann)

DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne oraz internetowe



Olejki do włosów czy ciała są mi bardzo dobrze znane, natomiast nigdy nie miałam okazji używać takiego kosmetyku do ust, dlatego po otrzymaniu go na Spotkaniu Blogerek w Rybniku postanowiłam go od razu zacząć testować. Podeszłam do niego trochę sceptycznie jak do każdej pomadki ochronnej bo moja dolna warga jest wiecznie przesuszona i praktycznie nic na nią nie działa, a jeśli już to na krótką chwilę.
Opakowanie  olejku też nie specjalnie mnie urzekło, sporych rozmiarów kartonowe pudełeczko o wyrazistych kolorach skrywa w sobie małą tubkę z jakiegoś miękkiego plastiku, ni to eleganckie ni nieładne, ot takie zwyczajne. Aplikator w postaci gąbki dobrze się tutaj spisuje, lekko sunie po ustach nakładając odpowiednią ilość olejku, który w tubce ma kolor żółty, ale na ustach na szczęście jest bezbarwny i pozostawia jedynie efekt tafli wody. Olejek niewątpliwie uwodzi swoim intensywnym, słodkim migdałowym zapachem, który na ustach towarzyszy nam przez jakiś czas po czym staje się słabo wyczuwalny. Produkt ma bardzo lekką konsystencję, po nałożeniu na wargi w ogóle ich nie skleja, dzięki czemu możemy go używać w każdej sytuacji. Co do działania mam lekkie zastrzeżenia, bo może nawilżenie jest wyczuwalne ale niestety tylko tymczasowo, olejek nie zapewnia nam go na dłuższą metę, czyli dla moich warg jest to ukojenie chwilowe, przydatne w konkretnym momencie. Na moich ustach utrzymuje się ok 2 godzin bez jedzenia czy picia, więc szaleństwo to też nie jest.


PODSUMOWUJĄC:  Fajny olejek, o troszkę za długim składzie. Piękny zapach i krótkotrwałe nawilżenie to trochę za mało jak na prawdziwą regenerację. W u każdego na pewno sprawdzi się inaczej, więc jeśli nie masz problemu z bardzo suchą wargą na pewno będziesz z niego zadowolona.



Koniecznie dajcie mi znać jak sobie radzicie z suchymi ustami, jakie macie sprawdzone produkty na walkę w tym? Może jakieś domowe sposoby preferujecie i chcecie się z nimi podzielić? Bo przyznam, że jestem już trochę zmęczona poszukiwaniami czegoś naprawdę godnego uwagi.
Czytaj dalej »

niedziela, 19 listopada 2017

115. RECENZJA - LUXURE PERFUMES - YES I WANT YOU


Każda kobieta uwielbia otulać się jakimś pięknym zapachem, w tej kwestii dominuje również spora rozbieżność ale i indywidualność, bo przecież nudno by było gdyby każdej z nas odpowiadał ten sam zapach. W moim koszyczku z perfumami/wodami toaletowymi można znaleźć naprawdę różne rodzaje, to czym się aktualnie psikam chyba w głównej mierze zależy od pory roku oraz nastroju w jakim się znajduję. Mam swoje sprawdzone zapachy, które zawsze muszę mieć, ale często decyduję się rownież na nowości i akurat nie jestem z osób, które na perfumy są w stanie wydać ładnych parę stów bo zwyczajnie mi szkoda, wolę mieć kilka zapachów w tej cenie.
W październiku będąc na spotkaniu w Rybniku każda z uczestniczek otrzymała po 1 flakoniku wody perfumowanej od marki LUXURE, która była mi już znana z jakiegoś innego spotkania. Zapach wybierałyśmy w ciemno, gdyż każdy kartonik był zafoliowany, ewentualnie później można było się między sobą wymienić z czego akurat chyba żadna z dziewczyn nie skorzystała o ile dobrze pamiętam.



OD PRODUCENTA:
ZAPACH KWIATOWO-OWOCOWY
nuta głowy: malina, śliwka, cytryna
nuta serca: róża, frezja, paczuli
nuta spodu: wanilia, piżmo, jeżyna

SKŁAD: perfume, aqua, benzyl salicylate, linalol, alpha tonone, hydroxycitronellal, citronellol, hexyl cinnamal, geraniol, limonene, coumarin, +/- C.I. 16185,  +/- C.I. 19140

POJEMNOŚĆ: 100 ml

CENA: od 16 zł

DOSTĘPNOŚĆ: drogerie internetowe np. www.odpowiednik.pl


Kobieta kupując czy też dostając perfumy zwraca uwagę nie tylko na ich zapach ale i także wygląd, bo przecież fajnie jest kiedy elegancki flakonik pięknie prezentuje się na toaletce. Ja takowej nie posiadam, ale lubię kiedy coś jest ładne, zwłaszcza kiedy kupuję to komuś w prezencie. Woda perfumowana Yes I Want You charakteryzuje się prostą przeźroczystą buteleczką w kształcie sześcianu z bardzo grubym szkłem co na pewno jest plusem jeśli flakonik upadłby na podłogę. Samo opakowanie jest bardzo minimalistyczne co też dobrze wpływa na ogólny wygląd i moją ocenę, bo nie lubię przesadnie kolorowych szat graficznych gdyż wydają się być trochę tandetne. Zapch podobno zbliżony jest do Q. Giorgio Armani Emporio Beacuse It's You, który kosztuje ok 549 zł. ale czy tak faktycznie tak jest nie mogę tego potwierdzić bo nie miałam przyjemności powąchać tych perfum, niemniej jednak Luxure w opisuje Yes I Want You jako zapach dość słodki, bo przecież znajdziemy tam głównie nuty owocowe i kwiatowe.  Przy pierwszej aplikacji woń jest dość intensywna i należy odczekać parę chwil aby się trochę utleniła i dobrze skomponowała z naszą skórą czy też ubraniem bo może powodować lekkie duszenie i na pewno zapach wyda nam się zbyt intensywny, po chwili perfumy stają się przyjazne dla nosa i otoczenia.  Trochę ciężko określić mi ile czasu zapach wody utrzymuje się na skórze, bo sama nie wyczuwałam go zbyt długo, ale z drugiej strony nie są to czyste perfumy, które będą pachnieć przez cały dzień i tego nawet nie oczekiwałam. Ważne jest również to, że woda mnie nie uczuliła i nie spowodowała żadnych podrażnień skóry.


PODSUMOWUJĄC:   Jeśli ktoś lubi tanie zamienniki znanych i drogich perfum to myślę, że warto skupić się nad ofertą LUXURE. Poprzednia woda toaletowa, z którą miałam do czynienia bardziej przypadła mi do gustu jeśli chodzi o zapach, ten owszem jest ładny ale osobiście wydaje mi się, że bardziej pasuje do pań w starszym wieku. Wiadomo ile kobiet tyle gustów, każdej podoba się coś innego więc może ta woda jest właśnie dla Ciebie!


Czytaj dalej »

wtorek, 7 listopada 2017

114. RECENZJA - EVREE PURE NEROLI GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY


Peelingowanie twarzy jest dla mnie jednym z najważniejszych rytuałów. Nie wykonuję go codziennie bo uważam, że jest to zbyt duża ingerencja w naturalne pH skóry, jednak moja skóra uwielbia ten zabieg i zachowuje się po nim naprawdę świetnie. Na rynku mamy przeogromny wybór tego kosmetyku począwszy od enzymatycznych, a kończąc na moich ulubionych gruboziarnistych i to własnie je staram się wyszukiwać wśród drogeryjnych półek. Z marką Evree bardzo się lubię chociaż mają w swojej ofercie kosmetyki, które mi nie przypadły do gustu, jednak nie skreśla ich to z mojej top 10. Dzisiaj chciałam podzielić się w Wami moimi odczuciami na temat nowości, która jakiś czas temu pojawiła się w sklepach i zagościła również w mojej łazience, czy na zawsze? Zapraszam!


OPIS PRODUCENTA: Pragniesz doznania głębokiego i soczystego oczyszczenia Twojej skóry? Nałóż nasz żel peelingujący na skórę i delikatnie masuj, aby uzyskać efekt przyjemnego oczyszczenia, odświeżenia i rozświetlenia cery.
SKŁADNIKI AKTYWNE: ekstrakt z kwiatu neroli, drobinki luffa;
DZIAŁANIE: oczyszcza, nawilża, rozświetla;


Pamiętaj, że pielęgnacja skóry twarzy to nie tylko używanie kremów, ale też oczyszczanie o którym często się zapomina! A tego kroku w pielęgnacji nie wolno opuszczać. Jedyne czego potrzebujesz to kran z bieżącą wodą i nasz peeling.
Zapewniamy Ci mega przyjemne kilka chwil, gdy Twoja buzia staje się piękniejsza, a Ty zapominasz o zablokowanych porach i błyszczeniu. Wystarczy, że skupisz się na masażu twarzy, który pomoże w starciu naskórka, oczyszczeniu i odświeżeniu skóry.
Co lepsze – efekt wygładzenia pozostanie z Tobą na dłużej. Kolejnym plusem jest zapach pomarańczy, który czuć w całej gamie PURE NEROLI. Tutaj soczysta pomarańcza również Cię nie zawiedzie! A jak zapach Ci się spodoba to będziesz używać peelingu dzień w dzień i nim się spostrzeżesz, a znajdziesz się w stałym, długotrwałym związku.
STOSOWANIE: Pragniesz doznania głębokiego i soczystego oczyszczenia Twojej skóry? Nałóż żel na wilgotną skórę, omijając okolice oczu. Masuj skórę delikatnie, delektując się orzeźwiającym zapachem. Spłucz dokładnie wodą. Poczujesz i zobaczysz, że Twoja twarz jest przyjemnie oczyszczona, odświeżona i rozświetlona. Skóra nabierze gładkości, a Ty zapomnisz, że Twoja twarz jest przyjemnie oczyszczona, odświeżona i rozświetlona. Skóra nabierze gładkości, a Ty zapomnisz o zablokowanych porach i błyszczeniu na dłużej. Możesz stosować codziennie. 
POJEMNOŚĆ: 200 ml
CENA: od ok. 15 zł wzwyż 
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe ( ja kupiłam w Rossmannie )
SKŁAD: Aqua/Water, Glycerin*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Niacinamide, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, HydrogenatedJojoba (Buxus Chinensis) Oil*, Sodium Polyacrylate, Methylpropanediol, Caprylyl Glycol,Propylene Glycol, Viola Tricolor Extract*, Malva Sylvestris (Wild Mallows) Extract*, Arctium Lappa(Burdock) Leaf Extract*, Sambucus Nigra (Black Elderbeery) Flower Extract*, Luffa Cylindrica FruitPowder*, Perilla Ocymoides Seed Oil*, Phenoxyethanol, Urea, Allantoin, Panthenol, PEG-8Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Parfum, Citral, Linalool, Limonene,CI11680, CI 12480 *Składnik pochodzenia naturalnego

Moja mieszana cera uwielbia peelingi, z natury tłusta w strefie T, a jednocześnie przesuszona po bokach nosa świetnie zachowuje się po użyciu naprawdę dobrego zdzieraka. Marki Evree używam już dość długo i jak dotąd byłam zadowolona niemalże z każdego produktu, jednak po użyciu tego kosmetyku nie wiem nawet jak się do niego odnieść, targają mną niesamowicie sprzeczne odczucia. Drobinki luffa zanurzone są w kremowej i delikatnej formule, która swą gęstością i konsystencją bardziej przypomina mi żel do mycia twarzy, a niżeli peeling, są one jednak delikatne dla skóry i u mnie nie powodują żadnych podrażnień. Owe drobinki lekko masują twarz, zdzierając martwy naskórek, jednak jak dla mnie robią to troszkę po macoszemu i nie do końca jestem zadowolona z tego efektu. Bardzo kontrowersyjny jest na pewno zapach, który osobiście drażni mnie do tego stopnia, że przestałam tego kosmetyku używać, jest niezwykle sztuczny, chemiczny i nieprzyjemny. Po umyciu twarzy skóra jest miękka, wygładzona, ale nie do końca dobrze oczyszczona, na twarzy pozostaje delikatny film więc jeśli chcę coś na nią nałożyć muszę ją najpierw oczyścić np. tonikiem.
Kiedy zapach produktu przeszkadza mi na tyle, że nie jestem w stanie go używać chyba nie potrzeba też więcej słów aby opisać moje odczucia. Pamiętajcie również, że peeling ten nie będzie dobry dla bardzo wrażliwej skóry czy też naczynkowej, czytałam rownież całą masę negatywnych opinii na temat podrażniana skóry itp.


PODSUMOWUJĄC: kosmetyk totalnie mnie zawiódł chyba pod każdym względem! Na pewno do niego nigdy nie wrócę, co więcej raczej będę omijać szerokim łukiem całą tą serię. Mimo, że osobiście nie podrażnił mi skóry twarzy, wiem, że takie sytuacje miały miejsce więc jeśli posiadacie cerę wrażliwą po prostu go unikajcie, a jeśli lubicie nietuzinkowe zapachy i kremową konsystencję to jest to zdecydowanie produkt dla Was.

Miałyście okazję go testować bądź inny produkt tej serii? Koniecznie dajcie mi znać!




Czytaj dalej »
Design by Miczurin - technologia Blogger

Copyright © 2014 - Wszystkie zdjęcia na tym blogu są własnością twórcy bloga ich kopiowanie lub używanie bez zgody autora zabronione.