Jasper Roberts Consulting - Widget

menu_poz

czwartek, 1 lutego 2018

126. RECENZJA - PALOMA HANDSPA - CUKROWY PEELING DO RĄK Z OLEJKIEM MAKADAMIA I MIGDAŁOWYM

To, że dłonie są wizytówką każdego człowieka jest chyba jasne jak słońce i nikomu nie trzeba o tym przypominać. Nie zawsze jednak możemy je utrzymać w nienagannym stanie, wiadomo praca, która często wymaga od nas mocnego eksploatowania rąk, czy choćby nawet zwykłe porządki w domu. Jestem niestety z tych osób, które przy sprzątaniu nie używają rękawic dlatego moje dłonie często się wysuszają. Przyczynę zapewne ponoszą środki chemiczne, których używam, jednak jest jeszcze coś co bardzo podrażnia mi kostki u prawej ręki i do tej pory nie jestem w stanie odkryć co to takiego.


OD PRODUCENTA: naturalne kryształki cukru zawarte w peelingu szybko i delikatnie złuszczają martwy naskórek doskonale wygładzając i zmiękczając skórę dłoni, jednocześnie pobudzając ją do odnowy. Olejek makadamia, posiadający wyjątkowe właściwości regeneracyjne, intensywnie nawilża i odżywia skórę. Bogaty w witaminy oraz składniki mineralne olejek migdałowy odbudowuje warstwę lipidową naskórka dłoni. Witaminy A i E łagodzą podrażnienia oraz znakomicie regenerują skórę, która odzyskuje aksamitną gładkość. Relaksujący zapach produktu sprzyja komfortowi podczas stosowaniu.

SPOSÓB UŻYCIA: rozprowadzić peeling na zwilżonych dłoniach, delikatnie masować przez 2-3 min., następnie zmyć ciepłą wodą. W celu uzyskania silniejszego efektu złuszczania należy nałożyć peeling na suchą skórę. 

SKŁAD:   Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Ceteareth-20, CI26100, CI60725, Citronellol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Isoeugenol, Isopropyl Myristate, Laureth-4, Limonene, Linalool, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Paraffin, Paraffinum Liquidum, Parfum, Petrolatum, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Retinyl Palmitate, Sucrose, Tocopheryl Acetate, Tribehenin

POJEMNOŚĆ: 125 ml

CENA: ok. 10 zł 

DOSTĘPNOŚĆ: drogerie internetowe np. tutaj, drogerie stacjonarne np. Natura


Codzienna i intensywna pielęgnacji dłoni nigdy nie była moją mocną stroną i biję się w pierś za to któryś raz. Odkąd pojawiło się w naszym życiu dziecko, a byliśmy przed remontem kuchni i musiałam zmywać naczynia ręcznie to moje ręce często wołały o pomstę do nieba! Na szczęście mam już zmywarkę więc częsty kontakt z wodą ogranicza się jedynie do kąpieli itp.
Peelingu do rąk jeszcze nigdy nie miałam, no może zdarzyły się epizody z takimi w saszetkach, ale pełnowymiarowego produktu próżno było u mnie szukać, dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy w wygranej w konkursie z Joko otrzymałam ten słoiczek. Niepozorne opakowanie skrywa w sobie mocno zbitą różową papkę, w której ukryte są duże kryształki cukru, które świetnie złuszczają martwy naskórek, a dodatkowo pięknie wygładzają i zmiękczają naszą skórę dłoni. Owe kryształki pod wpływem intensywnego masażu rozpuszczają się, a po opłukaniu rąk nasza skóra jest dobrze nawilżona i odżywiona. Piękny ale zarazem delikatny zapach jaki towarzyszy nam podczas zabiegu sprawia, że czujemy się jak w SPA. Na początku obawiałam się czy taki peeling nie podrażni moich wysuszonych kostek, jednak zaskoczył mnie zupełnie odwrotny efekt, skóra była zregenerowana i bardzo gładka, w ogóle mnie nie piekła i nie szczypała. Po zastosowaniu tego produktu, krem do rąk również szybciej się wchłania i bardziej odżywia naszą skórę.


PODSUMOWUJĄC: jestem bardzo zadowolona z tego produktu, moja skóra dłoni w końcu jest dobrze nawilżona i dożywiona. Ponadto jeśli dana rzecz nie wywołuje żadnych niepożądanych skutków ubocznych takich jak podrażnienia to można mówić o dużym sukcesie. Z pełną odpowiedzialnością polecam Wam ten peeling! Ja na pewno z chęcią będę do niego wracać!


Używacie peelingów do dłoni, czy ograniczacie się jedynie do tych do ciała? Macie jakieś swoje ulubione?


Czytaj dalej »

wtorek, 23 stycznia 2018

125. RECENZJA - AMBASADORKA LE PETIT MARSEILLAIS - ŻEL POD PRYSZNIC I DEZODORANT KWIAT POMARAŃCZY ORAZ BRZOSKWINIA I NEKTARYNKA

 

Wszystko zaczęło się w grudniu kiedy to okazało się, że po raz pierwszy zostałam Ambasadorką Le Petit Marseillais, ot taki mały prezent na święta, z którego niezmiernie się cieszyłam, bo jak tu się nie cieszyć kiedy dostajemy lato w środku zimy! Jak większość kobiet uwielbiam odkrywać nowości kosmetyczne, a produkty tej firmy znałam jedynie z półek sklepowych i jakoś nigdy nie było okazji żeby zagościły w moich zasobach. W paczce, którą otrzymałam skrywały się 4 pełnowymiarowe produkty, 2 żele pod prysznic oraz 2 dezodoranty, jednym kompletem podzieliłam się z przyjaciółką.



ZESTAW KOSMETYKÓW O ZAPACHU KWIATU POMARAŃCZY:
Kremowy żel pod prysznic w białej prostokątnej buteleczce skrywa w sobie słodki zapach białych kwiatów pomarańczy, który umila nam kąpiel i zapewnia wyjątkowe chwile relaksu. Ten preparat pielęgnacyjny ma gęstą konsystencję, dzięki czemu tworzy się delikatna piana, która bardzo dobrze oczyszcza nasze ciało, otula je swoim zapachem i pozostawia je miękkie i odżywione. Zapach może nie utrzymuje się na skórze bardzo długo, ale zawsze powtarzam, że nie tego oczekuję od żelu, ten spełnia swoje podstawowe zadania i to się liczy dla mnie najbardziej.

Delikatny dezodorant z tej samej linii zapachowej to świetne uzupełnienie żelu pod prysznic. Kolejny kosmetyk, który ma słodki, a jednocześnie subtelny zapach białych kwiatów pomarańczy. Spray subtelnie odświeża skórę, nie podrażnia jej, nie pozostawia białych śladów, nie wywołuje żadnych reakcji alergicznych. nie zawiera również soli aluminium co jest niewątpliwie jego wielką zaletą. Urzeka swoim zapachem, jednak 24 godzinne działania u mnie nie do końca się sprawdza, ciekawa jestem jak spisałby się w letnie dni dlatego troszeczkę go przetrzymam i przetestuję ponownie.



Zaproszenie do testów najbliższej koleżanki to niewątpliwe radość dla nas obu. Po przetestowaniu produktów wymieniłyśmy się opiniami na ich temat i okazało się, że są niemalże takie same.

ZESTAW KOSMETYKÓW O ZAPACHU BRZOSKWINI I NEKTARYNKI:
Nawilżający żel pod prysznic to niezwykle intensywnie owocowy zapach białej brzoskwini i niektarynki, który zapewnia nam niezwykłe wakacyjne doznania w środku zimy.  Bardzo dobrze wpływa na naszą psychikę, pozwala się odprężyć i zrelaksować, a delikatna piana, która pięknie sunie po naszym ciele świetnie je pielęgnuje i odświeża. Żel bardzo dobrze myje i oczyszcza skórę pozostawiając ją miękką i gładką, co do nawilżenia można mieć delikatne zastrzeżenia, ale od tego mamy balsam.

Dezodorant podobnie jak jego brat z w/w linii to świetne uzupełnienie żelu. Jest delikatny dla skóry, pielęgnuje ją oraz sprawia, że czujemy się niezwykle świeżo prawie przez cały dzień. Zapach jest niezwykle wyczuwalny przy ruchach rąk, poza tym nie zawiera soli aluminium i nie pozostawia śladów na ubraniach.




PODSUMOWUJĄC:
Bardzo dużym plusem kosmetyków Le Petit Marseillais są dobre składy, które na pewno wybiera wiele kobiet. Razem z moją przyjaciółką jesteśmy bardzo zadowolone w tych testów, produkty urzekły nas swoimi zapachami, a także działaniem, myślę, że chętnie sięgniemy po inne wersje jak również polecimy je innym.



A Ty znasz te kosmetyki? Jesteś z nich zadowolona ? Koniecznie podziel się opinią :)



Czytaj dalej »

czwartek, 18 stycznia 2018

124. RECENZJA - MAKIJAŻ CODZIENNY - ULUBIONE KOSMETYKI


Makijaż dla większości kobiet jest codziennym rytuałem, ja się trochę z tego grona wyłamuję, bo gdy z domu nie wychodzę odpuszczam go sobie całkowicie, daję mojej skórze odpocząć i zregenerować się. Zdarzają się nawet dni kiedy potrafię wyjść z domu bez make-upu, tak wiem dla niektórych jest to nie do pomyślenia, może się wydawać, że kobieta niepomalowana to kobieta, która o siebie nie dba, jednak ja patrzę na to z przymrużeniem oka. Oczywiście wolę wydanie siebie w makijażu, czuję się wtedy pewniej, bardziej atrakcyjna, tym bardziej kiedy na twarzy pojawiają się nieproszeni goście, dlatego chciałam Wam dzisiaj pokazać jakich kosmetyków najczęściej używam gdy potrzebuję wyjść z domu i zrobić ekspresowy make-up. 

 

Dobry podkład to chyba podstawa każdego makijażu, na rynku mamy ich tak ogromny wybór, że możemy naprawdę przebierać aż w końcu trafimy na swój ideał. REVLON COLORSTAY chyba nie muszę przedstawiać nikomu, kultowy fluid, który podbił serca kobiet na całym świecie w tym także i moje. Jeśli macie cerę mieszaną i czasem problematyczną tak jak ja i zależy Wam na tym aby wyglądała nieskazitelnie i nie tworzył się przy tym efekt maski koniecznie sięgnijcie po ten podkład. Obecnie postawiłam na kolor 180 sand beige, który idealnie stapia się z moją skórą. Do rozprowadzania podkładu używam najczęściej opuszków palców, które chyba najlepiej znają moją twarz i są w stanie dotrzeć do każdego jej zakamarku nie robiąc przy tym przysłowiowej tapety. Kiedyś byłam wielką fanką pędzli i tą metodę stosuję w dalszym ciągu jednak głównie wtedy kiedy chcę uzyskać mocniejsze krycie, co w ostatnim czasie zdarza się wyjątkowo rzadko. Jedna cienka warstwa potrafi zakryć mniejsze niedoskonałości skóry, natomiast druga funduje nam buzię jak po obróbce z programu graficznego. Revlon naprawdę bardzo dobrze kryje i choć jest podkładem, który dość szybko zastyga można nim pracować aby uzyskać pożądany efekt.  Jego dość gęsta konsystencja sprawia, że nie spływa z dłoni i dobrze się aplikuje, przez co jest bardzo trwały i długo utrzymuje się na twarzy. Wykończenie tego fluidu jest matowo - pudrowe, co dla mnie jest ogromną zaletą. Na temat Colorstay  krążą już chyba legendy, wielu osobom zapycha pory dlatego nie poleca się go do codziennego użytku gdyż jest za ciężki, w moim przypadku nic takiego nie miało miejsca pewnie dlatego, że do makijażu używam bardzo często różnych podkładów i moja buzia do żadnego się nie przyzwyczaiła. 
Nie wyobrażam sobie również położenia podkładu bez późniejszego wykończenia go pudrem. Sypkie produkty nie należą do moich ulubionych dlatego posiadam chyba tylko 2 sztuki, a cała reszta to kompakty. Jednym z ulubionych jest naturalny puder prasowany FELICEA nr 102, który ma bardzo lekką konsystencję i jedwabiście rozprowadza się po skórze, długotrwale ją przy tym matując i nadając jej słonecznego wyglądu. Nie podkreśla zmarszczek, nie wchodzi w zakamarki czy też rozszerzone pory, a jeśli chcecie dowiedzieć się więcej odsyłam Was do mojej wcześniejszej recenzji.
Kolejnym must have jest tusz do rzęs i przyznam się od razu, że nie mam już swojego ulubionego. Kiedyś miałam swoje typy ale widzę, że moje rzęsy płatają figle tak samo jak włosy i to co kiedyś uwielbiały teraz traktują jak przeciętniaki, które krzywdy nie robią ale o efekcie WOW nie ma mowy. W ostatnich miesiącach oczarował mnie tusz EVELINE BIG VOLUME LASH. Jest to maskara, która pogrubia nasze rzęsy od nasady aż po same końce i faktycznie tak było na samym początku, teraz mam wrażenie, że spisuje się nieco gorzej jednak nie przeszkadza mi to bo zawsze dla lepszego efektu mogę stopniować używanie aż do osiągnięcia pożądanego efektu. Silikonowa szczoteczka, która należy do moich ulubionych sprawdza się rewelacyjnie, dzięki dużej ilości ząbków pięknie rozczesuje rzęsy i wydobywa z nich głębię koloru. Na moich rzęsach tusz utrzymuje się cały dzień bez osypywania, zmywa się również bezproblemowo, w dodatku kosztuje ok 12 zł. więc jest godny uwagi. 
Nowością w mojej kolorówce jest EYEBROW SET PROFESSIONAL OD HEAN. Dostałam ją na październikowym spotkaniu w Rybniku i od tamtej pory się z nią nie rozstaję. W zestawie znajduje się lusterko, 2 odcienie dość ciemnego brązu, wosk i aplikator do ich nakładania z, którego osobiście nie korzystam. Paletka urzekła mnie swoimi chłodnymi odcieniami, które idealnie pasują do moich brwi, są mocno napigmentowane i nie tracą intensywności przez cały dzień. Kolory cieni pięknie i trawle wypełniają ubytki w moich brwiach podkreślając ich naturalny kształt.
Końcowym etapem mojego makijażu jest podkreślenie kości policzkowych różem i bronzerem. Co do róży jestem totalnym laikiem w tej kwestii i nigdy nie jestem do końca przekonana czy dany odcień do mnie pasuje. Ostatnio do ulubieńców zaliczam kolejną zdobycz z Rybnickiego spotkania blogerek, a mianowicie MINERALNY RÓŻ SPIEKANY NR. 11 OD JOKO. Odcień jaki posiadam zaliczam do tych bardziej brzoskwiniowo-rudawych z delikatnymi rozświetlającymi drobinkami, które po nałożeniu na twarz dają piękny efekt rozjaśnienia i muśnięcia słońcem. Jest to róż spiekany w wysokiej temperaturze dzięki czemu przy aplikacji nie kruszy się i nie osypuje, nie rozmazuje i nie tworzy nieestetycznych smug na twarzy. Nadaje naszej skórze piękny, delikatny i naturalny efekt. Dolną partię policzków podkreślam zazwyczaj bronzerem i aktualnie jest to osławiony w blogosferze LOVELY MILKY CHOCOLATE BRONZER. Uwielbiam go za świetnie napigmentowanie, przepiękny zapach czekolady i taką niesamowitą miękkość, jednak stwierdziłam, ze muszę kupić chłodniejszy odcień bo ten w obecnym czasie stał się dla mnie zbyt ciepły, musi poczekać na czas kiedy moja twarz zostanie muśnięta słońcem. Więcej na temat tego produktu przeczytacie w osobnej recenzji.
Ostatnim już niezbędnikiem w moim makijażu jest produkt bez, którego make-up uważam za nieskończony i w zależności od sytuacji i nastroju jest to szminka bądź błyszczyk. Na co dzień używam błyszczyków, których mam pod dostatkiem i tak naprawdę ulubieńca w tej dziedzinie nie posiadam, ale uważam, że przynajmniej większość z nas kobiet powinna kupić sobie taki bezbarwny, który nadaje ustom świeżości. RIMMEL OH MY GLOSS NR. 100  to taki błyszczyk, który świetnie sunie po ustach dzięki swojemu płaskiemu aplikatorowi, nadaje im fajnej poświaty z delikatnym rozjaśnieniem dzięki mieniącym się drobinkom. Trwałość nie jest zachwycająca, ale nie spotkałam się jeszcze z błyszczykiem, który by się nie odbijał na szklankach czy też nie został zjedzony wraz z posiłkiem, dlatego nie przywiązuję do tego większej uwagi.


PODSUMOWUJĄC: mój codzienny makijaż jest bardzo minimalistyczny, nie stosuję w nim cieni, linerów, paletek do konturowania i rzadko używam korektorów, a kosmetyki, które Wam przedstawiłam należą do jednych z moich ulubionych. W ciąży niestety niektóre kosmetyki musiałam odstawić na bok i pewnie przeproszę się z nimi dopiero po porodzie, moja skóra czasem wariuje i przestała tolerować jakieś składniki, a wiadomo, że nie jestem w stanie zorientować się, które to są, dlatego w obecnym stanie sięgam już tylko po te sprawdzone. 


 

ps. strasznie się rozpisałam, mam nadzieję, ze wytrwaliście do końca i zbytnio Was nie zanudziłam!

Jestem bardzo ciekawa jakich kosmetyków najczęściej używacie? Macie jakieś sprawdzone perełki z którymi się nie rozstajecie? Czekam na Wasze typy w komentarzu :)

Czytaj dalej »

niedziela, 14 stycznia 2018

123. RECENZJA - PALOMA BODY SPA PEELING DO CIAŁA ENERGETYZUJĄCO ODŻYWCZY

 

Peeling do ciała to taki kosmetyk, którego nie może nigdy zabraknąć w mojej łazience. Uwielbiam te gruboziarniste i zawsze staram się właśnie takie wybierać, lubię czuć ten mocny zdzierak na swojej skórze, a potem poczuć się jak po wizycie w SPA. Dzięki dobremu peelingowi nasza skóra nabiera gładkości, elastyczności czy jędrności, a balsamy i inne mazidła po prostu lepiej się wchłaniają. Oczywiście nie stosuję go codziennie bo nie jest to wskazane, skóra sama musi o siebie dbać i bronić się przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, a my jej możemy jedynie nieznacznie w tym pomagać. 



OD PRODUCENTA: 
PALOMA BODY SPA - SERIA ENERGETYZUJĄCO-ODŻYWCZA Pozwól się uwieść zapachem, który pokochały kobiety na całym Świecie. Połączenie oleju awokado
i arganowego gwarantuje intensywne nawilżenie, regeneracje i odżywienie suchej skóry. Już po pierwszym użyciu skóra staje się gładka i miękka w dotyku.
S K Ł A D N I K I   A K T Y W N E :
KOMPLEKS WITAMIN A I E uzupełnia niedobory substancji odżywczych, wygładza powierzchnię skóry,  zapewnia jej odpowiednie nawilżenie, pozostawiając ją miękką i przyjemną w dotyku.
OLEJ AWOKADO - bomba witaminowa (A-B-D-E-H-K-PP). Silnie nawilża, odżywia, rewitalizuje naskórek.
OLEJ ARGANOWY-  zwany „eliksirem młodości”, bogaty w witaminy i nienasycone kwasy tłuszczowe. Regeneruje, chroni, poprawia elastyczność skóry.

ENERGETYZUJĄCO-ODŻYWCZY PEELING CUKROWY DO CIAŁA
olej awokado i arganowy, witamina E, kryształki cukru
  1. Odżywcze działanie olejów poprawia kondycję skóry, przywraca naturalny blask
  2. Drobnoziarniste kryształki cukru skutecznie złuszczają martwy naskórek, pozostawiając skórę miękką i delikatną w dotyku

POJEMNOŚĆ: 300ml

CENA: 19,90 zł ( wg. strony producenta )

DOSTĘPNOŚĆ:  drogerie internetowe, sklep producenta


Plastikowy słoiczek skrywa w sobie mocno zbitą maź w kolorze brzoskwiniowym. Z jednej strony nie jestem fanką takiego rozwiązania bo nienawidzę kosmetyków, które wchodzą mi za paznokcie, ale z znowu z drugiej strony w takich pojemniczkach drobinki peelingu są jakby większe. Tutaj mamy do czynienia z pośrednią wielkością ziarenek, ale w tej zbitej konsystencji jest ich naprawdę niesamowicie dużo przez co świetnie zdzierają martwy naskórek i masują nasze ciało. Kiedyś nakładałam peelingi przed użyciem żelu pod prysznic, jednak teraz odwróciłam ten proces i peelinguję skórę dopiero oczyszczoną. Produkt ten zostawia na ciele tłusty film, który po wchłonięciu tworzy ochronną warstwę niczym balsam, skóra jest wygładzona, nawilżona i dobrze napięta. Piękny zapach, który wydobywa się ze słoiczka, niestety na skórze traci swoją moc i po wyschnięciu jest mało wyczuwalny, więc jeśli chcemy pachnieć musimy użyć balsamu.


PODSUMOWUJĄC: Jestem zadowolona z tego peelingu pomimo opakowania za, którym nie przepadam. Tak jak wspomniałam, ładnie zdziera naskórek, pozostawia skórę w fajnym stanie ale mam też wrażenie, że jest średnio wydajny przez tą mocno zbitą konsystencję. Produkt mnie nie podrażnił i nie uczulił.


A Wy jakie peelingi wolicie, te w słoiczkach czy może tubkach? Koniecznie dajcie mi znać!
Czytaj dalej »

wtorek, 9 stycznia 2018

122. RECENZJA - PUROBIO - PUDER KOMPAKTOWY, ROZŚWIETLACZ, RÓŻ, CIENIE DO POWIEK


Ambasadorka Kosmetyczna - to brzmi dumnie i naprawdę za każdym razem kiedy uda mi się dostać do jakichś testów cieszę się jak małe dziecko. Radość jest jeszcze większa kiedy dany produkt wcześniej nie był mi w ogóle znany, dlatego paletka, którą widzicie na zdjęciach sprawiła mi naprawdę dużą przyjemność.


 " Zdrowie Twojej skóry jest dla nas najważniejsze. " 
Kosmetyki puroBIO to połączenie pięknych kolorów i potęgi makijażu dbającego o Twoją skórę. Dlatego stworzyliśmy bezpieczny make-up dla każdego rodzaju cery i każdego wieku. 
Kosmetyki puroBIO dają pierwwszeństwo certyfikowanym, wysokiej jakośći naturalnym skladnikom, eliminując sunstancje, które są niebezpieczne dla skóry i mogące powodować alergie. Korzystamy z aktywnych składników pochodzenia roślinnego i mineralnego. 
NIE dla sylikonu, NIE dla wazeliny, NIE dla parabenów, NIE dla syntetycznych konserwantów. Nie zawierają glutenu i są przetestowane na zawartość niklu.
Kosmetyki puroBIO rekomenduje Davina Reeves-Ciara: Miss New York 2010. 

Takimi słowami firma przestawiła się na ulotce, która została dołączona do paletki, brzmi bardzo zachęcająco i kusząco! Zaraz przyjrzymy się bliżej tym obietnicom.

 

Zacznę może od pierwszej przygody jaką miałam z dostarczeniem owego produktu do rąk własnych. Otóż przed świętami Bożego Narodzenia dostałam maila od firmy kurierskiej GLS, że danego dnia w wyznaczanych przez nich godzinach przesyłka będzie do mnie dostarczona. Ucieszyłam się, czekałam cierpliwie w domu i w końcu się nie doczekałam. Dostałam natomiast maila z informacją, że paczka czeka na mnie w punkcie odbioru. Nie ukrywam podniosło mi to ciśnienie, bo nie po to człowiek swoje plany odkłada na inny dzień, żeby potem okazało się, że i tak musi się fatygować osobiście do owego punktu. Przełknęłam tę gorycz i następnego dnia mąż w drodze powrotnej z pracy odebrał moją wyczekiwaną przesyłkę, ale jakież było moje rozczarowanie kiedy okazało się, że paletka jest roztrzaskana i nie nadaje się do użytku. Napisałam maila do portalu, który niezwłocznie wysłał mi nowy, a nawet lepszy produkt. Niestety historia z kurierem powtórzyła się ponownie więc mąż musiał znów przesyłkę obierać z punku, który notabene był jeszcze bardziej oddalony od naszego mieszkania niż poprzedni. Serio, kurier myślał, że z dzieckiem w wózku i dzieckiem w brzuchu będę paradowała pół miasta tylko dlatego, że nie chciało mu się wejść na 4 piętro? Bo jak inaczej można to nazwać, skoro siedzę w domu i czekam, a tu ani telefonu, ani dźwięku domofonu! 


Paletka prezentuje się pięknie, wykonana jest z bardzo mocnego plastiku, w środku znajduje się duże lusterko, które ułatwi nam wykonanie make-up'u, jak również dostępnych mamy 5 różnych kosmetyków: puder kompaktowy, rozświetlacz, róż oraz 2 kolory cieni do powiek. Jest jedna rzecz, która mnie rozczarowała na samym początku, otóż nie mam podanych numerów danych produktów i tak naprawdę o ile przy cieniach jest to mało istotne tak w przypadku reszty fajnie byłoby wiedzieć czym się maluję.


OD PRODUCENTA:  
PUDER KOMPAKTOWY o lekkiej i jedwabnej konsystencji, która ujednolica zaróżowienia skóry i ją matuje. Idealny jako uzupełnienie do podkładu. Wygodna i praktyczna wersja z lusterkiem w środku dla szybkich poprawek.
Aplikacja: Nałożyć na podkład za pomocą pędzla lub gąbki dla idealnego wykończenia makijażu.
Skład: MICA, ZEA MAYS STARCH*, SILICA, SQUALANE, ZINC STEARATE, TOCOPHEROL, GLYCERYL CAPRYLATE, PARFUM, ORYZA SATIVA POWDER*, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER*, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL*, PRUNUS ARMENIACA KERNEL OIL*, PERSEA GRATISSIMA OIL*, PONGAMIA GLABRA SEED OIL, LIMONENE, CITRONELLOL MAY CONTAIN +/-: CI 77891(TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDES), CI 77492 (IRON OXIDES), CI 77499 (IRON OXIDES) *ingredienti biologici/organic ingredients
Cena: 49,90 zł ( wg. strony producenta )

ROZŚWIETLACZ Puder rozświetlający RESPLENDENT, dzięki lekkiej i jedwabistej konsystencji jest doskonały do podkreślania naturalnych punktów rozświetlenia twarzy.
Kremową formułę zawdzięcza glicerynie roślinnej i organicznemu olejowi rycynowemu.
W 100% naturalne pigmenty łączą się ze skórą, rozświetlając ją i nadając jej naturalny i świeży wygląd.
Łatwo się aplikuje: nakładając palcami, uzyskuje się wyraźne, intensywne rozświetlenie, nakładając pędzlem – delikatne, rozmyte rozświetlenie.
Produkt przebadany na obecność niklu, wegański posiada certyfikat organiczności wydany przez CCPB.
Opakowanie z uzupełnieniem na magnes umożliwia wymianę produktu na inny odcień lub uzupełnienie zużytego wkładu, a dzięki lusterku wewnątrz produkt doskonale sprawdza się poza domem.
Cena: 49,90 zł ( wg. strony producenta )

RÓŻ 03 ( według mojej opinii to ten odcień ) Delikatny satynowy róż w odcieniu brzoskwiniowym ze złotymi refleksami
Cena: 44,50 zł ( według strony producenta )

CIENIE DO POWIEK puroBIO dzięki wysokiej pigmentacji składników koloryzujących pozwalają uzyskać olśniewający efekt makijażu. Innowacyjna hybrydowa formuła łącząca konsystencje kremową wraz z prasowaną pudrową  zapewnia wyjątkowo łatwą i przyjemną aplikację.
Dla uzyskania bardziej intensywnego efektu cienie należy nakładać lekko nawilżonym pędzlem. Aplikując na bazę do powiek od PuroBIO jeszcze bardziej wydłużymy trwałość cieni.
Przechowywać szczelnie zamknięte w celu ochrony przed źródłami światła i ciepła.
Skład:  MICA, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), SQUALANE, GLYCERIN*, GLYCERYL OLEATE CITRATE, PARFUM (FRAGRANCE), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, TOCOPHEROL, CI 77491 (IRON OXIDES), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL)*
Cena: 33,50 zł ( według strony producenta ) 



Paletka, którą otrzymałam nie jest raczej dostępna w sprzedaży, przynajmniej na stronie producenta jej nie znalazłam, więc przypuszczać mogę, że została skompletowana specjalnie do testów. Cieszę się, że otrzymałam takie produkty bo naprawdę są godne uwagi. Kompaktowy puder idealnie wtapia się w skórę, pięknie ją matując i nie pozostawiając efektu maski. Tworzy ładną satynową taflę, która trzyma w ryzach nasz makijaż praktycznie cały dzień bez poprawek. Testowałam go na dwóch podkładach ( Revlon oraz Miraculum ) i na obu spisał się rewelacyjnie. Jest bardzo przyjemny w dotyku, nie osypuje się, dobrze się wklepuje i nie pozostawia plam. Nie wiem jaki posiadam kolor, ale na szczęście udało się go świetnie dopasować do mojego odcienia cery. Róż podobnie jak puder ma bardzo fajną konsystencję, nie jest twardy, wręcz powiedziałabym, że miękki, dobrze nabiera się go na pędzel, a jeszcze lepiej sunie po buzi nie zostawiając przy tym nieestetycznych plam. Ładnie podkreśla nasze kości policzkowe i mimo, że kolor na zdjęciu poniżej wydaje się bardzo pomarańczowy to w rzeczywistości jest on bardziej subtelny i delikatny. Mimo mocnego napigmentowania nie ma obawy, że wyrządzi nam krzywdę. Rozświetlacz, którego nie używam zbyt często, jedynie przy większych wyjściach, bo szczerze mówiąc do dziś dnia nie nauczyłam się go prawidłowo rozprowadzać, jest to dla mnie wyższa kosmetologia. Nie mówię tutaj o tym konkretnym kosmetyku, bo co do niego nie mam żadnych zastrzeżeń, po prostu nie jestem mistrzem make-up'u. Wracając do rozświetlacza, jest to bardzo przyjemny produkt o jedwabistej formule, pięknie podkreśla dane partie twarzy swoimi złocistymi drobinkami. Nie osypuje się i nie ściera. Ostatnimi produktami są cenie do powiek, które mają bardzo intensywne kolory dzięki mocnemu napigmentowaniu. Pięknie wyglądają na powiece, nie zbierają się w załamaniach, nie osypują tworząc ciekawy efekt. Kolory, które otrzymałam posiadają mieniące się drobinki dlatego do codziennego makijażu dla mnie się nie nadają, ale oczywiście jest to kwestia osobistych przekonań i gustu. 


Na zdjęciu powyżej może niedokładnie widać poszczególne kolory, ale musicie uwierzyć mi na słowo, są naprawdę dobrze napigmentowane przez co na pewno też wydajne. Ogólnie jestem bardzo zadowolona, że udało mi się dostać do tych testów bo poznałam zupełnie nowe kosmetyki, które nie dość, że są ekologiczne to jeszcze spisują się świetnie. Z czystym sumieniem mogę je Wam polecić, jeśli lubicie testować takie perełki.

Może miałyście do czynienia już z tą firmą i jej kosmetykami? Koniecznie podzielcie się opinią!
Czytaj dalej »

niedziela, 7 stycznia 2018

121. RECENZJA - BLANX MED ANTY-OSAD - PASTA DO ZĘBÓW


Białe i lśniące zęby niestety nigdy nie były moją mocną stroną. Mimo, że nie piję kawy, herbaty i nie palę papierosów mają one kolor bardziej perłowy. Testowałam już wiele wybielających past, albo takich, które miały choć w niewielkim stopniu polepszyć koloryt zębów, jedne spisywały się lepiej, a drugie wcale, ale efekt nigdy nie był długotrwały. Każdy z nas chyba marzy o pięknym śnieżnobiałym uśmiechu, który zachwyci naszych znajomych, a pytań "jak to zrobiłaś?" nie będzie końca. Przekonaj się czy pasta Blanx Med Anty-Osad spełniła moje oczekiwania!




OPIS PRODUCENTA:  Nowatorska pasta wybielająca, usuwająca ze szkliwa szczególnie trudne do usunięcia osady spowodowane spożyciem kawy, tytoniu, czerwonego wina, coli oraz osadzaniem się płytki bakteryjnej. Zawiera naturalne wyciągi z porostu islandzkiego oraz mikroproszek z bambusa.

SKŁAD:  Aqua, Glycerin, Hydrated Silica, Sorbitol, Silica, Cellulose Gum, Xylitol, Aroma, Cetraria Islandica Extract, Usnea Barbata Extract, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Mentha Piperita Oil, Menthol, Papain, Sodim Monofluorophosphate, Sodium Fluoride, Sodium Myristoyl Sarcosinate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Sodium Saccharin, Sodium Benzonate, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Maltodextrin, Anethole, Eugenol, Limonene, CI 73360, CI 77891.

POJEMNOŚĆ: 75 ml

CENA: 21,99 zł ( za jedną tubę, wg. strony producenta ) 

DOSTĘPNOŚĆ:  www.blanxsklep.pl , apteki



Pierwsze co przykuwa nasz wzrok to na pewno nietypowe opakowanie. Biała tuba z dozownikiem, która powinna nam ułatwiać dozowanie i sprawiać, że czynność ta nabierze zupełnie nowego wymiaru. Niestety nic takiego się nie dzieje! Już przy pierwszym zastosowaniu musiałam użyć swojej nadprzyrodzonej mocy, żeby wycisnąć pastę na szczoteczkę, gdyby nie dolne wieko, które należy popychać co jakiś czas, na pewno by mi się to nie udało. Samego produktu dozuje się niewielka ilość, dla mnie to kolejny minus bo pasta słabo się pieni więc jeśli chcemy dobrze umyć zęby musimy ją wycisnąć z dwa razy. Osobiście uwielbiam mocne miętowe pasty bo wtedy czuję świeżość w ustach i mam pewność, że zęby dobrze wyszczotkowałam, tutaj smak zadziwia, jest lekko słodkawy, delikatny i mało wyczuwalny, kojarzy mi się z pastami dla dzieci, więc o miętowym oddechu nie ma mowy. Konsystencja jest dość zbita, nawet bardziej niż w standardowej paście więc może dlatego mam problemy z jej wydobyciem. Produkt dobrze oczyszcza zanieczyszczenia, po jego użyciu nasze zęby są gładkie i lśniące, nie podrażnia dziąseł i zębów. Niestety wybielanie czy też usuwanie osadu to tylko zapewnienia producenta, które nie znajdują żadnego pokrycia, jest ono tak minimalne więc dla mnie nie zasługuje na uwagę.

 

PODSUMOWUJĄC:  pasta, która ma za zadanie wybielać, a robi to w minimalnym stopniu, tak jak wspomniałam wyżej nie zasługuje na takie miano. Spodziewałam się po niej naprawdę więcej, bo produkty, które dostępne są w aptekach uważam za te lepsze, w tym przypadku jednak to się nie sprawdza. Jeśli szukacie łagodnej pasty, która będzie po prostu myć zęby nie podrażniając ich przy tym to powinniście być zadowoleni, ale czy jest sens wydawać 22 zł. kiedy jesteśmy w stanie kupić coś tańszego z takim samym efektem ?


Mieliście do czynienia z tą pastą? Może macie jakieś sprawdzone produkty wybielające, które sprawdziły się u Was w 100% ?

Czytaj dalej »

czwartek, 4 stycznia 2018

120. RECENZJA - ULUBIONE POMADKI/SZMINKI MAYBELLINE COLOR SENSATIONAL


Chyba jak większość kobiet uwielbiam szminki i błyszczyki, ale ta miłość nie zaczęła się gdy miałam naście lat, wtedy makijaż w ogóle mnie nie interesował, były to czasy kiedy nieliczne osoby malowały się do szkoły bo nauczycielom się to nie podobało, a że czuliśmy do nich respekt więc woleliśmy się nie narażać. Teraz czasy są zupełnie inne i po pierwsze kosmetyki dziewczynki zaczynają już sięgać w podstawówce! Nie będę się nad tym tematem rozwodzić bo to sumienie każdego rodzica decyduje czy na takie zachowania pozwala, ja na szczęście mam syna więc szminki mu nie w głowie. Kolekcja moja mimo iż nie jest za duża to sukcesywnie się powiększa i kiedyś na pewno osiągnie upragniony stan, w tym momencie nawet troszkę przystopowałam z szminkowym szaleństwem bo rzadziej ich używam.


Mocne kolory nigdy nie były moimi ulubionymi, zawsze wydawało mi się, że za bardzo podkreślają usta i jestem zbyt widoczna na ulicy. O losie jakże się myliłam! Teraz je uwielbiam i twierdzę, że świetnie sprawdzają się nawet przy delikatnym makeupie bo są jego dopełnieniem. Dzisiaj pokaże Wam moje cztery ulubione odcienie, wszystkie pochodzą od znanej marki Maybelline i różnią się diametralnie swoimi kolorami.


Nr. 160 Cosmo Pink - był pierwszym moim zakupem bo oczywiście jest to najbardziej stonowany i neutralny kolor, który niemalże wtapia się w moje usta. Idealnie podkreśla ich barwę nadając piękne kremowo - satynowe wykończenie, schodzi równomiernie i nie podkreśla suchych skórek. Świetnie sunie po ustach więc nie ma problemu z jego nałożeniem.
Po przetestowaniu tego koloru stwierdziłam, że przydałby mi się jakiś inny odcień w swojej nowej kolekcji i tym razem postawiłam na bardzo mocy róż nr. 175 Pink Punch. Jest to zdecydowanie najbardziej intensywny kolor jaki mam i na pewno nigdy z niego nie zrezygnuję bo w wielu sytuacjach jest dopełnieniem zarówno makijażu jak i całej stylizacji.
Będąc w drogerii i kupując poprzednią szminkę w oko wpadł mi kolor zupełnie przeciwny, który zawsze uważałam, że pasuje tylko i wyłącznie blondynkom. Nr. 900 Pink Pop bo o nim mowa to kolor bladoróżowy również z satynowym wykończeniem. Na moich ustach może nie spisuje się idealnie bo czasem mam wrażenie, że podkreśla suche skórki, ale mimo wszystko bardzo go lubię, tym bardziej, że przy kasie okazało się, że jest na wyprzedaży i zapłaciłam za niego całe 0,01 zł. 


 
Ostatnią propozycją jest coś zupełnie nowego w moich zasobach. Zawsze podobały mi się kobiety noszące matowe pomadki, jednak moje usta nigdy nie są wystarczająco nawilżone i myślałam, że taka szminka się u mnie nie sprawdzi. Ze względu na kolor, który bardzo mi się spodobał nr. 982 Peach Buff postanowiłam zaryzykować i wcale nie żałuję. Piękny odcień brzoskwiniowo - nudziakowy utrzymany jest w satynowym, a nie do końca matowym wykończeniu i dzięki temu formuła kosmetyku absolutnie nie przesusza ust, a sprawia, że kolor trwa na nich przez długie godziny. Nie jest to pomadka o przedłużonej trwałości czy też zastygającej formule, jednak mimo to trudno mieć zastrzeżenia. Pigmentacja pomadki jest na najwyższym poziomie.


Kolor każdej z tych pomadek wygląda na ustach praktycznie identycznie jak w opakowaniu, co dla mnie jest ważną cechą, bo nie lubię czuć się rozczarowana i oszukana kiedy przychodzę do domu i testuję coś na swoich ustach stwierdzając, że to jednak nie to czego szukałam i oczekiwałam. Nigdy nie maluję ust testerami dlatego to dla mnie takie ważne. Jestem w tych pomadkach zakochana i na na pewno z czasem będę kupować nowe odcienie.

Wszystkie szminki zakupiłam w Rossmannie po promocyjnych cenach ok. 16zł. Regularna cena wynosi bodajże 29,99zł. jednak w internetowych drogeriach możecie kupić je już za ok. 20 zł.


I to już wszystko an dzisiaj, jestem ciekawa Waszych opinii na temat tych pomadek! Macie jakieś swoje ulubione odcienie? Chętnie przyjrzę się im bliżej?!
Czytaj dalej »
Design by Miczurin - technologia Blogger

Copyright © 2014 - Wszystkie zdjęcia na tym blogu są własnością twórcy bloga ich kopiowanie lub używanie bez zgody autora zabronione.